sobota, 4 lutego 2012

ŁEB OBDARTY




KARTA SIM
Podniesiona 11 czerwca 2011, Sosnowiec, Centrum, przystanek autobusowy pod dworcem PKP w stronę Czeladzi.

czego siedzisz
rozdaj
myślałeś że wstaję
że odpuszczam myślisz
e tam
nie myśl tyle
tasuj
ja tam lubię
posiedzieć przy stole
pobajerzyć
dobrą minę zrobić
zapalić
karta też lubi (ponoć)

rozczulasz mnie
kiedy nie potrafisz ukryć
radości z kolejnej przegranej
kiedy marnie oszukujesz
karty znaczysz

wiesz co
ja też cię poszukam
naznaczę
jeden as do rękawa
drugi raz do skarpetki
że niby się drapię w łydkę
poudaję

cztery czarne asy
mój wygrany wachlarz

sprawdzasz?

środa, 1 lutego 2012

WIOLKA




FIOLECZKA, MALUTKA TAKA, NIEŚMIAŁA
Podniesiona 23 stycznia 2012, Katowice, Centrum, ul. Uniwersytecka, chodnik.

Mój Dżin mi prysnął, psia mać.
Przez nieuwagę. Sięgałem ręką do kieszeni, chciałem dobyć chusteczki.
W buteleczce go trzymałem malutkiej takiej, nieśmiałej, niepozornej.
Zawsze go ze sobą miałem, zawsze.
Nieraz mnie korciło, żeby go wypuścić, zażyczyć sobie trzy razy, ale nie.
Czekałem na czarną godzinkę.
No i zaplątała się buteleczka w chusteczkę, zgrawitowała na ziemię, nawet widziałem, zauważyłem, próbowałem ratować, ręką ruch zrobiłem, złapałem powietrze.
Za późno, za późno, psia mać.
Buteleczka pyk, na ziemię, koreczek się odkoreczkował, syknęło i mój Dżin śmiejąc się szyderczo jął ulatywać do góry, w chmury.
Refleks, błysk myśli, łapię go za obutą w miękki sandał stopę lewą.
Lecę z nim, gdzie moje życzenia, krzyczę.
Coraz w górę, coraz wyżej, coraz chłodniej.
Zerkam w dół, aż kręci się w głowie.
Nagle, bez uprzedzenia, prawa stopa Dżina kopie mnie w skroń.
Co zrobić, ból zwycięża, odruch, puszczam stopę złego duchola, przystawiam dłoń do skroni, żeby sprawdzić, czy mi krew nie leci, odrywam się, lecę, lecę, spadam.
Łaaaaaaaa, wyję.
Buchachacha, słyszę rechot złośliwca.
Żebym przeżył, żebym się nie połamał, niech mnie kule biją, myślę szybko jak światło.
Miękko ląduję na ulicy, nie jestem połamany, kulawy facet zaczyna mnie okładać kulami, opadając zdeptałem czosnek, którym pokątnie handlował.
Masz swoje trzy życzenia, buchachacha, masz swoją czarną godzinkę, słyszę głos z góry, prosto z kłębiastej chmury.

środa, 25 stycznia 2012

BYWAM




KWIATEK SZTUCZNY OD CZEGOŚ ODPADNIĘTY
Podniesiony 16 lipca 2011, Cieszyn, okolice dworca PKS, chodnik.

się wmontowywuję
w różne
kameleonuję się
jestem ten obcy
jestem swój
widziany
niewidzialny
zależy którą nogą wstanę
lubię se popatrzeć
się wie
się lubi wiedzieć
włajaż?
zapytasz
włajam
odpowiem poznawczo
mam łaknienie

cóż że tylko w głowie
cóż się czepiasz

sobota, 21 stycznia 2012

GENESIS




PRZEŁĄCZNIK ŚWIATŁA
Podniesiony 28 listopada 2011, Dąbrowa Górnicza, Gołonóg, Al. Piłsudskiego, okolice zajezdni autobusowej, w trawie obok chodnika.

macam ręką po ścianie
na oślep
gdzieś tu musi być
zawsze gdzieś tu był
jest mam
pstryk
i staje się światłość
i widzę że to jest dobre
że półki że książki że szafa
że pies śpi w kulkę zwinąwszy siebie
normalnie
że ona z odrzuconą kołdrą
ciepła
wgłębienie w poduszce obok
to ślad
to ja kiedyś przed chwilą
więc to sen był
parchaty i mroźny
no już już
pstryk
moszczę się w ciemności
co się stało?
to ona z ciepła
nic nic
musiałem świat na nowo stworzyć

czwartek, 19 stycznia 2012

KRÓTKOPIS




DŁUGOPIS Z NIEBYWALE OBGRYZIONĄ ZATYCZKĄ
Podniesiony 2 czerwca 2011, Dąbrowa Górnicza, Stara Pogoria, w stercie śmieci w lesie.

Teraz to już mogę ci powiedzieć. Uwierało mnie to przez tyle lat. Poza tym mam w tym mały interes, bardzo osobisty. Wiesz,  że nigdy nie byłam egoistką. Zawsze na pierwszym planie byłeś ty, Sabinka, no i oczywiście tata. A teraz, na stare lata... Pamiętasz tę paczkę długopisów, którą ci podarowałam jak byłeś w pierwszej klasie liceum? Te niebieskie... W każdym z nich był zamontowany taki mały przekaźniczek. Byłeś strasznie skryty i nadwrażliwy. Nic o tobie nie wiedziałam... Nic... Tyle, że piszesz pamiętnik, zapisujesz zeszyt za zeszytem. Gdzie ty je chowałeś? Nie powiesz? To nic, to nic, to bez znaczenia. Bo były te przekaźniczki, więc docierało do mnie każde słowo, każda notatka, co w szkole zapisujesz, potem na studiach, znałam każdą twoją tajną myśl, wiedziałam o imprezach, o twoich sercowych podbojach, o pijaństwach, narkotykach... Jak zgwałciliście z Edziem tę dziewczynę w dyskotece. Jak pobiliście jej chłopaka, nie tylko jego zresztą. Ten mały, rudy, wiesz, nie możesz nie pamiętać... Uszkodziliście mu kręgosłup, widuję go czasem, na wózku jeździ... Napawało mnie to zgrozą, miotałam się, no ale jesteś przecież moim dzieckiem... Jakbym to dzisiaj opublikowała, przegrałbyś tę kampanię z kretesem. Koniec marzeń o drugiej kadencji. Uspokój się, synku, już, już, oddychaj, weź tę tabletkę na ciśnienie. Przecież jestem twoją mamą, no już. Musisz zacząć o siebie dbać... Widzisz, chciałam cię prosić o taką jedną rzecz... Ta ustawa emerytalna... Zrób coś z tym, to przecież nie może tak wyglądać, wiesz co mam na myśli. Do tego kwestia ministra Kałuży, pożal się Boże, kurwa mać, spraw, żebym więcej nie widziała jego zakazanej mordy w telewizorze... Och, jaka się zrobiłam zmęczona... No, pocałuj mamusię i idź już, zdrzemnę się kapeczkę.   

niedziela, 15 stycznia 2012

JADAJ




FRAGMENT CZEGOŚ, JAKIEŚ LAMPY Z TELEWIZORA, CZY JAK
Podniesiony 16 grudnia 2011, Dąbrowa Górnicza, Stara Pogoria, w leśnym pogorzelisku.

Zawsze chciałem być prywatnym detektywem. A chcieć to móc. Wziąłem pożyczkę, kupiłem garnitur, brązowy prochowiec, kapelusz, pistolet, wynająłem niewielkie biuro. Sprzęt podsłuchowy, namierzający i naśledzający zrobiłem sam, jestem majsterkowiczem zapalonym, cóż to dla mnie. Codziennie chodziłem do biura na ósmą i siedziałem do trzeciej. Minął miesiąc i nic, nudy na pudy. Postanowiłem popracować dla czystej przyjemności pracy. Tak od niechcenia zamontowałem własnej roboty radar z kamerą i podsłuchem w męskim kiblu Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Długo nic się nie działo. Ale godziny oglądania i słuchania sikających, pierdzących i walących konia facetów w czerni nie poszły na marne. Ktoś w Ministerstwie kręcił niezłego wałka. Skumali się z Nadleśnictwem Brody i przemycali na wielką skalę narkotyki do Niemiec, ukrywali je w racicach saren i jeleni, takie wyżłobienia w nich robili zamykane na małe drzwiczki. Kto będzie kontrolował dzikie zwierzęta? Się wie – nikt. Zastanawiałem się co zrobić z tym gorącym materiałem, kiedy Ministerstwo Spraw Wewnętrznych ogłosiło konkurs na aferę. Wysłałem raport i kilka krótkich filmików. Zacząłem otrzymywać głuche telefony, puste maile, esemesy z reklamami jabłek. Boję się. Jak ja się teraz boję!!!

środa, 11 stycznia 2012

POTENC JA




KAWAŁEK PLASTIKOWEJ POMARAŃCZY, NIE WIADOMO CO (CHOLERA, ALE HECA!!!)
Podniesiony 11 lipca 2011, Sosnowiec, w autobusie 805, pod Szpitalem Wojewódzkim.

witaj nieznajomy
nie mogę ci się przedstawić
bo po prostu nie wiem czym jestem
nazwijmy mnie na twój użytek
tabulą rasą
zależę od ciebie
możesz mnie ze sobą zabrać
koralikiem stać się mogę
uchwytem do nożyczek
takim na palec wiesz
do kluczy breloczkiem
świecidełkiem przyklejonym do papucia
gilotynką do cygar
szkłem powiększającym
cyfrową kamerą o rozdzielczości miliard
latryną turystyczną
otworem masturbacyjnym
czym tam chcesz
możesz wziąć mnie ze sobą
należę do ciebie
no a ty kim jesteś
kim kiedyś być chciałeś
jest jak miało być czy jeszcze się stajesz