czwartek, 26 kwietnia 2012

APAGE




ANIOŁ GUMOWY BEZ GŁOWY
Podniesiony 22 marca 2012, Dąbrowa Górnicza, Gołonóg, Aleja Piłsudskiego, pod magloprasownią.

na imię mi szatan

zawsze byłem szatynem
dokąd pamiętam
do zawsze
dokąd mi na budowie
głowy nie urwała
paleta chmur
(zwykłe kumulusy
od buddy bez faktury)
dźwigana przez dźwig

kierownikiem budowy był bóg
oczywiście
za sterami dźwigu siedział bóg
a jakże

zawsze byliśmy sobie równi
(wino kobitki bójki i śpiew)
odkąd pamiętam
zawsze byliśmy sobie różni
(jabłka i drzewa gady i grzech)  
dokąd pamiętam

wieczór wcześniej
urwał mi się film

rano
założyliśmy kaski 
poszliśmy do roboty
wznosić jeszcze wyższe niebo

i tyle mnie widziano

wtorek, 3 kwietnia 2012

MALOWANY




ZMARTWIONY PTAK
Zdjęty, nie podniesiony, 2 kwietnia 2012, Dąbrowa Górnicza, Gołonóg, przy torowisku w połowie drogi między dworcem Dąbrowa Górnicza Gołonóg a dworcem Dąbrowa Górnicza Pogoria.

ktoś go od błękitu odkleił
zdrapał
skrzydeł mu odjął
odtargał

obudził ze snu o potędze
pozbawił górnolotności
cumę na dziób zarzucił
pociągnął

kolory gnuśnieją

ładnawa ta śmierć
dziobata
powiedziałem jej
że spoko
że w razie czego
że jakby co
niech wpada kiedy chce

w lodówce zawsze coś się znajdzie

niedziela, 18 marca 2012

IKON




ZDJĘCIE
Podniesione 28 lutego 2012, nie przeze mnie, otrzymane po spacerowym z psem podniesieniu, Dąbrowa Górnicza, Stara Pogoria, osiedle, w stercie rzeczy po zmarłym lokatorze mieszkania, bez spadkobierców.

pan światłoczuły
naświetlony
prześwietlony
negatyw w pozytyw
wywołany
utrwalony
wycięty
wklejony
(analogowo bez Ctrl)
skradziona dusza
na dowód
życia
plus pesel
równa się co?

niedziela, 11 marca 2012

ANDŻEJKI




MAŁA KAWKA, BRELOK
Podniesiona 17 października 2011, Sosnowiec, Niwka, przystanek tramwajowy nieopodal kościoła p.w. Św. Jana Chrzciciela.

powróżę z fusów sobie
światu
podróżę
wyrzucę brukowe horoskopy
przestanę wierzyć

a ile kaw wypić trzeba?
bo ile nocy nie przespać?
i jakie tętno być winno?
czy serducho będzie się tarabanić?

a może tak z wnętrzności zwierząt
sobie
innym
żeby wiedzieć
przewidzieć
zapobiec
ostrzec

no cóż...
weź psa
biorę
brzuch przetnij
wielką czerwoną zrób krechę
przecinam
krechę robię

kurwa!
krew
ile krwi!
krzyk
krzyku ile!
bólśmierć
ile śmiercibólu!

będę miał nadciśnienie

środa, 7 marca 2012

ĆWIERĆBUT




ZBUTA METKA
Podniesiona 13 lutego 2012, Dąbrowa Górnicza, Gołonóg, pod marketem Intermarche.

podchodzi cię
cichaczem
osacza
przodem przepuszcza
twoim śladem dąży

biegiem po klawiaturze
miłe słówka śle
prezenty
błyskotami drąży

spójrz jak kandyduje
do twej ręki
nogi
przystopował cię
ciasno wokół krąży

wyjdziesz?

no za niego

jeśli tak
wiedz że numer jego buta
to czterdzieści
i jeszcze cztery

i połowa
i liczę od nowa

czwartek, 1 marca 2012

SZCZENA




TAKIE DZIWNE COŚ
Podniesione 27 lutego 2012, Katowice, Centrum, w okolicy Wydziału Prawa Uniwersytetu Śląskiego, na chodnika poboczu sobie leżało, w mokrej ziemi.

nie uśmiechał się
nie powiedział dzień dobry
zamówił sztuczną szczękę koloru niebieskiego
zapłacił z góry
zrobiłem sztuczną szczękę koloru niebieskiego
przyszedł o czasie
nie przyniósł uśmiechu
odebrał
wziął w dłonie
dotknął każdego zęba
powąchał
zmierzył
jak ulał
zazgrzytał za sznurem ust
i wreszcie
wreszcie nie wytrzymał
wybuchnął śmiechem
zarechotał
błysnął uzębieniem niebieskim
zobaczyłem błękit jasnego nieba latem
bez jednej chmurki
ujrzałem chłopca w turkusowym sweterku
zapinanym na duże drewniane guzy
zakręcił korbą kataryny
wyfrunęła gibka kubańska melodia
aż po sufit
zamknął usto
spojrzałem w topiel jego niebieskich oczu
widziałeś pan?
zapytał
widziałeś pan
błękit jasnego nieba latem?
bez jednej chmurki?
chłopca w turkusowym sweterku
zapinanym na drewniane guzy?
to mama
lubiła mnie w nim
lubiła kubańskie cygara
i ich siwoniebieski dym
zgubiłem to gdzieś
nie mogłem znaleźć
ale już mam
kłaniam się panu

niedziela, 26 lutego 2012

ROZSTĘP




BLACHY KAWAŁ SPĘKANEJ

Podniesiona 17 czerwca 2011, Dąbrowa Górnicza, Stara Pogoria, las, przy torowisku.

nie bo ma rozstępy
niebo ma cellulit
i zmarszczki
jest już w końcu stare
jak świat
dziurawe
pęka z trzaskiem
pęknięcie przelewa się
białym światłem flesza
błyszczy
rysa znika
cisza na chwilę
duje wiatr
jęczy
zawodzi mnie na bezdroża
znikąd pomocy
rzygnięcie
poziomy grubokroplisty deszcz

dostaję cios w twarz
mokrym ptakiem
zamykam go w dłoniach
niosę
tyka jeszcze

jeśli mnie nie rypnie pęknięcie
jak już wrócę do domu
wstawię go do klatki schodowej
pusta czeka